Teofil Kupka – ofiara swych idei, zdrajca czy agent?
W sprawie Kupki wciąż wiele pozostaje niejasne, pełno tu pytań i domysłów. Nie pomaga fakt ubogiego materiału archiwalnego, który mógłby jednoznacznie potwierdzić którąś z tez stawianych w związku z jego morderstwem. Poniższy artykuł stanowi próbę przedstawienia i zestawienia istniejących hipotez, pozostawiając ocenę czytelnikowi. Kluczem do zrozumienia prawdziwej roli Kupki okazuje się niepublikowany dotąd list jego najbliższego współpracownika, który po roku od morderstwa zrzucił maskę bezstronności.
Nie rozstrzygając, kim był Teofil Kupka, trzeba zauważyć, że pisanie o nim dla wielu Ślązaków jest dotykaniem samego sacrum, ofiary wyniesionej na ołtarze przez autonomistów śląskich. Same hasła i tezy głoszone przez Kupkę, pomimo upływu ponad stu lat, pozostają świeże i wciąż rezonują dla wielu Ślązaków. Czy była to walka o wymarzony Śląsk, rządzony ręką autochtonów i pracujący wyłącznie na własny rachunek? A może gra niemieckiej agentury, minująca i wysadzająca od środka ruch polski?
Życie Kupki
20 listopada 1920 roku, w okolicach godziny 17:30 do mieszkania Teofila Kupki przy obecnej ulicy Orląt Lwowskich 9 (ówcześnie Donnersmarckstrasse 9)[1] wprosiło się dwóch mężczyzn. Goście twierdzili, że szukają pracy w kopalni, w której Kupka pracował jako urzędnik.
Źródło: Śląska Biblioteka Cyfrowa, www.sbc.org.pl
W chwili gdy weszli do jego gabinetu, dokonali egzekucji, oddając co najmniej cztery strzały z bliskiej odległości w głowę, szyję oraz klatkę piersiową Teofila[2]. Grozę i potępienie tej zbrodni potęguje fakt obecności w domu w chwili morderstwa ciężarnej żony oraz ich pięciorga dzieci. Po egzekucji mordercy zbiegli z miejsca zdarzenia i przez trzy dni pozostawali niewykryci.
Ale jaka droga zaprowadziła Teofila do tej śmierci w wieku 35 lat?
Urodził się 22 sierpnia 1885 roku w Pradze, dzielnicy obecnych Marklowic (Nieder Marklowitz Praga) w powiecie wodzisławskim[3]. Był synem Pawła oraz Józefiny z domu Zając. Lata młodzieńcze spędził w domu rodzinnym. To tam udzielał się w Towarzystwie Polsko-Katolickim działającym przy tamtejszej parafii.
Akt urodzenia Teophila Kupki. Źródło: AP Katowice, oddział w Cieszynie 14/450/2, str. 222
Nie wiadomo, jak wyglądała edukacja Kupki, ale można domniemywać, że kształcił się także po ukończeniu szkoły podstawowej. Wynika to z faktu, iż został zatrudniony na stanowisku urzędniczym w kopalni. Niestety nigdzie nie można odnaleźć informacji, o którą konkretnie chodziło.
24 maja 1909 roku ożenił się w Lipinach z Apolonią z domu Harttlap[4].
Polski Komisariat Plebiscytowy
Teofil Kupka został zatrudniony przez Wojciecha Korfantego do pracy w Polskim Komisariacie Plebiscytowym działającym w hotelu „Lomnitz” w Bytomiu. Tam miał odpowiadać za pracę agitatorów jako kierownik Wydziału Organizacyjnego.
W toku współpracy zaczął rysować się podział między Kupką a Wojciechem Korfantym. Główną osią konfliktu była wizja, zgodnie z którą podążał komisariat plebiscytowy. Kupka domagał się przede wszystkim zmiany kierunku działalności oraz metod stosowanych w przygotowaniach do przyszłego plebiscytu. Solą w oku Kupki był również fakt, że część wysokich stanowisk kierowniczych w komisariacie objęły osoby wywodzące się spoza Śląska, w szczególności z Wielkopolski. Teofil najprawdopodobniej obawiał się także, że w przypadku wygrania plebiscytu sytuacja kadrowa będzie podobna do tej stosowanej w Polskim Komisariacie Plebiscytowym.
Działalność i tezy Kupki, słuszne w swoich założeniach, miały jednak charakter wywrotowy w samym sercu polskiego zaplecza plebiscytowego. Korfanty nie mógł pozwolić na dalszą pracę Kupki i postępującą erozję komisariatu, dlatego wobec zaistniałej sytuacji postanowił usunąć go z tej instytucji. Wraz z Kupką odeszło kilku pracowników komisariatu, między innymi Wilhelm Cysorz, Bernard Smuda, Anton Gemander, Szymura i Pietruszka[5].
W tym miejscu warto wyjaśnić przytoczoną informację. Władze w Warszawie łożyły znaczne środki materialne na działalność polską na Śląsku. W związku z tym chciały, co oczywiste, mieć także wpływ na funkcjonowanie komisariatu poprzez umieszczanie swoich zaufanych i zdolnych ludzi w jego strukturach. Wojciech Korfanty miał więc w tej sytuacji związane ręce i, będąc de facto na utrzymaniu Warszawy, musiał, chcąc czy nie, się z tym pogodzić i wspólnie walczyć o wyznaczone cele.
Secesjoniści, z Kupką na czele, a także wcześniej wymienieni działacze założyli na przełomie sierpnia i września 1920 roku Związek Górnośląskich Pracowników Plebiscytowych, którego celem miała być ochrona praw byłych pracowników plebiscytowych. Jednak już od początku istnienia związku Kupka zaczął wykorzystywać jego działalność do agitacji antypolskiej, co doprowadziło do wewnętrznego konfliktu.
Po odezwie Kupki opublikowanej w prasie część zarządu związku wystosowała 18 września oświadczenie potępiające jego słowa oraz podkreślające, że Kupka bezprawnie podpisał się ich nazwiskami. Za oświadczeniem stali Alojzy Tkacz, Koczur oraz Adolf Lampner, członkowie zarządu związku[6].
Konflikt musiał przebiegać dość dynamicznie, ponieważ kilka dni później, 21 września, Teofil Kupka opublikował w prasie kontroświadczenie, w którym pisał, że Tkacz i Koczur osobiście brali udział w tworzeniu odezwy z 5 września[7]. Trzy dni później po raz kolejny na łamach prasy ukazała się uchwała zarządu, powzięta 19 września, o rozwiązaniu związku[8].
»Wobec tego, że p. Kupka, jako przewodniczący naszego związku wydał szereg odezw, nadużywając przytem naszych nazwisk i nazwy naszego zrzeszenia, oświadczamy, że jaknajostrzej potępiamy robotę p. Kupki, która nie jest zgodną z programem naszego Związku Górnośląskich Pracowników Plebiscytowych. Robota p. Kupki jest robotą niemiecką. Pana Kupkę wykluczamy z naszego zrzeszenia, gdyż samowolna, bolszewizmem pachnąca robota jest szkodliwą dla naszej sprawy narodowej.Wobec tej podłej roboty p. Kupki, fałszującego pod swemi odezwami podpis naszego Związku Górnaśląskich Pracowników Plebiscytowych ,uchwałą dzisiejszą rozwiązujemy nasze zrzeszenie. Z. Z. P. P. już nie istnieje. Zaznaczamy jednocześnie, że nie mamy nic wspólnego ze samozwańczym Górnośląskim Komitetem Plebiscytowym p. Kupki.
Zaznaczamy dalej, że godzimy się na pracę Polskiego Komisaryatu plebiscytowego i w dowód uznania tego, wyrażamy na ręce Komisarza p. Korfantego nasze zupełne zaufanie.
Za zarząd Związku Górnośląskich Pracowników Plebiscyt. i Komisyę Walnego Zgromadzenia:
Po rozwiązaniu związku (choć odezwy skrajnie antypolskie podpisane jego nazwą pojawiały się jeszcze później, na przykład w październiku 1920 roku)[9] we wrześniu 1920 roku Kupka wraz z byłymi współpracownikami założył Górnośląski Komisariat Plebiscytowy. W założeniu miał on być trzecim, obok polskiego i niemieckiego, organem plebiscytowym. Jego nadrzędnym celem była autonomia Śląska.
Zgodnie z ustaleniami traktatu mocarstwa światowe przewidziały dla Śląska jedynie dwie możliwości, w ramach których mieszkańcy mieli zadecydować w plebiscycie o swojej przyszłości – opcję niemiecką bądź polską. Trzeciej możliwości nie przewidziano, dlatego działalność Górnośląskiego Komisariatu Plebiscytowego nie miała realnych szans powodzenia.
Na podstawie dostępnych materiałów źródłowych i opracowań można stwierdzić, że po uświadomieniu sobie nierealności celów organizacji Kupka przeszedł na współpracę z niemieckim komisarzem plebiscytowym Kurtem Urbankiem.
„Wola Ludu – Der Wille des Volkes”, czyja wola?
Najważniejszym owocem działalności Teofila Kupki i jego komisariatu plebiscytowego było wydanie gazety „Wola Ludu”. Za życia Kupki ukazały się jedynie trzy numery pisma, z 6, 13 oraz 20 listopada. Gazeta była wydawana przez Górnośląski Komisariat Plebiscytowy reprezentowany przez Kupkę. Organizacja ta miała swoją siedzibę do dnia zamachu w jego domu.
Gazeta redagowana była przez Wilhelma Cesorza, kolejnego secesjonistę z Polskiego Komisariatu Plebiscytowego. Za druk odpowiadała drukarnia Königa.
Winieta Woli Ludu. Źródło: Śląska Biblioteka Cyfrowa, www.sbc.org.pl
Pismo było dwujęzyczne i starało się sprawiać wrażenie obiektywnego, zachowującego pozory niezależności. Każdego zainteresowanego odsyłam do tej lektury, dostępnej w zasobach Śląskiej Biblioteki Cyfrowej, w celu wyrobienia własnego zdania[10].
Analiza treści zachowanych numerów wskazuje, że gazeta miała wyraźnie proniemiecki charakter. Większość tekstów skierowana była przeciwko opcji polskiej. Oprócz słusznych uwag dotyczących obsady polskiego komisariatu znajduje się w niej wiele artykułów szydzących z biedy i zacofania odrodzonej Polski. Teksty formułowano według niemieckiego mechanizmu propagandowego, przedstawiającego władze polskie jako szlachtę wykorzystującą do cna swoich biednych chłopów. Często pojawiały się również treści antysemickie dotyczące postaci doktora Bernarda Diamanda, odpowiedzialnego w komisariacie za wydział handlu. W tekstach zwracano uwagę, że także za rządów pruskich lud śląski cierpiał, ale pod panowaniem polskim będzie jeszcze gorzej.
Takie sformułowania miały sprawiać wrażenie obiektywizmu, jednak w zestawieniu z całym wydaniem, które jest skrajnie jednostronne, trudno tę tezę obronić. Krytyka strony niemieckiej w analizowanych numerach ma charakter powierzchowny i służy głównie uwiarygodnieniu gazety jako „niezależnej”. Choć „Wola Ludu” ubierała się w szaty ruchu autonomicznego, jej treść była narzędziem walki z ruchem polskim.
Teksty zawarte w tej gazecie skupiają się wokół kilku haseł. Jednym z nich jest hasło „Górny Śląsk dla Ślązaków”. Sami autorzy, zdając sobie sprawę z niemożności stworzenia autonomii, żądają zaraz potem, by powołać niezależną komisję złożoną z Górnoślązaków, która „na miejscu zbada potencjał kulturalny i gospodarczy obu krajów:
Gdy każdy z nas Gornoślązaków będzie dostatecznie o kulturalnych i gospodarczych stosunkach w obu krajach poinformowany, na ten czas jest świętem obowiązkiem każdego Górnoślązaka, któremu dobro kraju leży na sercu, starać się o to, żeby głosowanie przeprowadzić za tem Państwem, które gospodarczo i kulturalnie Górnoślązakom przyniesie więcej korzyści..
W ówczesnej publicystyce często podkreślano wyższy poziom uprzemysłowienia i infrastruktury państwa niemieckiego w porównaniu z odradzającą się Polską, co stanowiło istotny element propagandy plebiscytowej. Prusy, mimo wyniszczającej wojny, którą rozpoczęły, wciąż były bardziej rozwinięte niż Polska, która powstała z prochów trzech zaborców. O ile tereny przejęte przez Polskę w 1918 roku od Austro-Węgier oraz Prus nie znajdowały się w tak dramatycznej sytuacji gospodarczej, o tyle ziemie po zaborze rosyjskim tkwiły w głębokim zacofaniu i biedzie.
Przy tym wszystkim redaktorzy „Woli Ludu”, świadomie czy też nie, co do czego można mieć wątpliwości, pomijali fakt, że do dwóch powstań oraz plebiscytu doprowadziły nie stosunki gospodarcze i kulturalne, lecz lata prowadzonego Kulturkampfu, który miał silny antypolski i antykatolicki charakter.
Portret mordercy
O ile postać Franciszka Jendrzeja pozostaje nadal zagadkowa, o tyle sylwetka Henryka Myrcika nie budzi już takich wątpliwości. Udało mi się dotrzeć do jego teczki odznaczeniowej Krzyża i Medalu Niepodległości, założonej w chwili składania wniosku przez niego samego. Do tej pory ślad po nim urywał się na momencie zwolnienia go z więzienia w Opolu w 1922 roku na mocy amnestii.
Teczka[11], zawierająca życiorys Myrcika, rzuca nowe światło na historię, którą tutaj opisuję.
Henryk Myrcik, a właściwie Myrczik, gdyż nazwisko zmienił dopiero w 1932 roku, urodził się 15 lipca 1897 roku w Szarleju jako syn Józefa i Anny z domu Kocur.
Henryk Myrcik, lata 30 (wraz z rekonstrukcją cyfrową). Źródło: Centralne Archiwum Wojskowe
Jako obywatel pruski walczył w I wojnie światowej w latach 1916-1918. Po zwolnieniu ze służby powrócił do rodzinnych stron, gdzie dołączył do Polskiej Organizacji Wojskowej. Na jej polecenie ponownie wstąpił do armii niemieckiej. Jego zadaniem było zbieranie informacji, a także zdobywanie i przekazywanie broni dla POW. Po dekonspiracji musiał ratować się ucieczką przed aresztowaniem. W marcu 1919 roku zbiegł na stronę polską i przebywał tam do wybuchu pierwszego powstania śląskiego.
Po porażce powstania ponownie zmuszony był uciekać na teren byłej Kongresówki, za Brynicę. Po amnestii w 1920 roku wrócił na Śląsk i podjął pracę w Polskim Komisariacie Plebiscytowym. Otrzymał przydział do Wydziału I, czyli wywiadu, gdzie pełnił funkcję funkcjonariusza do zadań specjalnych.
W sierpniu 1920 roku brał udział w drugim powstaniu śląskim.
Szczegóły zlecenia pozostają nieznane, wiadomo jednak, że 20 listopada 1920 roku przekroczył wraz z Jendrzejem próg kamienicy przy ulicy Orląt Lwowskich 9 i, jak wynika z ustaleń śledztwa, brał udział w zabójstwie Kupki. Po ucieczce z miejsca zdarzenia został rozpoznany przez świadków i aresztowany 23 listopada[12].
Podczas procesu jako sprawcę zabójstwa Henryk Myrcik wskazywał Franciszka Jendrzeja. Doniesienie, że trzy dni przed zabójstwem Jendrzej kupił pistolet, może to potwierdzać. Rodzi się jednak kolejne pytanie. Jeśli informacja ta jest prawdziwa, dlaczego członek uzbrojonej POW miałby kupować broń na własną rękę, zamiast otrzymać ją w ramach zlecenia od przełożonych?
Sąd skazał Myrcika na trzy lata więzienia, mimo że prokuratura wnioskowała o karę śmierci. Po piętnastu miesiącach spędzonych w opolskim więzieniu został zwolniony na mocy amnestii przez Międzysojuszniczą Komisję Rządzącą i Plebiscytową na Górnym Śląsku.
Kolejnym tropem w sprawie ewentualnego zleceniodawcy zabójstwa może być późniejsza kariera Myrcika. Po wyjściu z więzienia w lipcu 1922 roku został przyjęty do formacji Policji Województwa Śląskiego, w której służył nieprzerwanie co najmniej do 1937 roku.
Miejscami jego służby były:
- II Komisariat w Królewskiej Hucie (Chorzów) – 1922
- Posterunek w Jastrzębiu Górnym (pow. rybnicki) –1923
- Posterunek w Mszanie – 1923
- Powiatowa Komenda w Rybniku – 1924-1930
- Szkoła Śledcza Policji Państwowej w Mostach Wielkich – 1931
- Posterunek w Knurowie – 1932-1936
- Powiatowa Komenda w Rybniku – 1937-?
Od samego początku służby w policji pełnił funkcję śledczą jako wywiadowca, w tym w referacie politycznym. Podczas kariery dosłużył się stopnia przodownika, na który awansował w 1933 roku. Przez ten czas, poza rokiem 1925, zbierał bardzo dobre opinie od przełożonych. Opisywano go jako człowieka odważnego, ambitnego i pełnego energii w wykonywaniu obowiązków. Podkreślano także jego duże poczucie honoru, szybkie przyswajanie wiedzy oraz wzorowe zachowanie w służbie i poza nią [13].
Ślad jego służby urywa się w 1937 roku, lecz najprawdopodobniej pełnił ją aż do wybuchu wojny. Wojnę przeżył i po jej zakończeniu osiadł w Chorzowie, gdzie zmarł w latach sześćdziesiątych.
Do końca okresu II RP został odznaczony:
- Medalem Niepodległości
- Brązowym Krzyżem Zasługi
- Medalem 10-lecia Policji Województwa Śląskiego
- Gwiazdą Górnośląską
Pogrzeb
Pogrzeb Teofila odbył się 25 listopada w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Bytomiu. Mszę pogrzebową celebrował ks. dziekan Emanuel Buchwald, administrator bytomskiego kościoła Mariackiego.
Akt zgonu Teofila Kupki. Źródło: Archiwum Państwowe w Katowicach, 12/2484//2/190, akt 47
Treść: 22.11.1920. Wydział Kryminalny Administracji Policyjnej w Beuthen O/S pisemnie poinformował, że wydawca prasy, wcześniej kierownik kopalni Theofil Kupka, 35 lat, zamieszkały w Beuthen O/S, Damersmarktstrasse 9, urodzony w Nieder Marklowitz, powiat Rybnik, żonaty z Apollonie Martha z domu Harttlap, zmarł w swoim mieszkaniu w Beuthen O/S przy Damersmarktstrasse 9, 20.11.1920 ok. godziny osiemnastej.
W krótkiej wiadomości prasowej opublikowanej w polskiej gazecie codziennej „Górnoślązak”[14] odnotowano słowa proboszcza, który nad grobem miał powiedzieć:
Zastrzelony stał się ofiarą bezbożnego szowinizmu narodowego, dążącego do celu poprzez trupy, nie wahającego się spełnienia najohydniejszej zbrodni nawet na ojcu rodzinie w obecności jego małych, niewinnych dzieci, w pobliżu ciężko chorej żony położnicy? Nacjonalizm bezbożny rwie najświętsze więzy rodzinne, niszczy szczęście współbliźnich i pogrąża, jak w tym wypadku wdowę-położnicę i maleńkie sieroty, z których najmłodsze nawet ojca nie zaznało, w ostateczną nędzę.
Dziennikarz odnotował także klątwę, którą ojciec Kupki rzucić miał nad grobem swojego syna:
Niechaj uschnie ta ręka, która cię zamordowała!
W kontekście całej sprawy morderstwa Kupki oraz okoliczności pochówku ciekawą informację przytoczyła z kolei niemiecka gazeta „Rybniker Stadtblatt”[15]. Dziennik ten datował pogrzeb na dzień wcześniej, czyli na 24 listopada, inaczej niż podawały polskie wydania.
Według relacji niemieckiej gazety podczas trwania pogrzebu redaktora „Woli Ludu” nieznani sprawcy próbowali dostać się do mieszkania Kupki. Najpierw do lokalu, w którym pozostała kobieta pilnująca mieszkania, przyszedł jeden mężczyzna chcący rozmawiać z Kupką. Po informacji, że nie ma go w domu, odszedł, lecz po pewnym czasie wrócił w towarzystwie dwóch kolejnych mężczyzn. Po ponownej próbie rozmowy z Kupką mężczyźni mieli siłą próbować wejść do mieszkania. Dopiero gdy usłyszeli, że lokal znajduje się pod nadzorem policji, zrezygnowali i opuścili kamienicę. Dziennikarz sugerował, że mogło chodzić o odnalezienie dokumentów obciążających Kupkę i potwierdzających jego współpracę z niemieckim wywiadem.
Choć do tego typu informacji, pojawiających się w warunkach wojny propagandowej obu stron, należy podchodzić z dużą ostrożnością, relacja ta może wskazywać na kolejny istotny element wydarzeń z tamtych dni.
Kto wydał wyrok?
Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić, kto wydał zlecenie na zabójstwo Kupki. Sam Myrcik w zeznaniach sądowych nie przyznał się do morderstwa. W swoim życiorysie, sporządzonym na potrzeby wniosku o odznaczenie, pisał jedynie, że został aresztowany pod zarzutem morderstwa politycznego na osobie znanego renegata i wydawcy „Woli Ludu” Kupki z Bytomia.
Pytanie o zleceniodawcę, mimo upływu lat, wciąż pozostaje otwarte. W literaturze i źródłach z epoki często zakłada się, że zlecenie mogło mieć związek ze środowiskiem polskim, jednak brakuje dokumentów pozwalających to jednoznacznie potwierdzić.
Według późniejszej relacji Franciszka Lubosa, mieszkańca Piekar, kilka dni przed zabójstwem Wojciech Korfanty miał prosić go o dostarczenie fotografii Teofila Kupki. Czy to dowód na winę Korfantego? To kolejny znak zapytania.
Z jednej strony fotografia mogła być potrzebna do celów wydawniczych gazet związanych z Korfantym. Sam Kupka był postacią rozpoznawalną z racji pełnionej niegdyś funkcji oraz głośnej secesji. Z drugiej jednak strony Teofil najprawdopodobniej nie znał swoich zabójców, skoro wpuścił ich do mieszkania pod pozorem poszukiwania pracy. Dla sprawców jego wizerunek również mógł więc być nieznany. Powstaje jednak wątpliwość, czy jeśli znali dokładny adres zamieszkania Kupki, fotografia była im rzeczywiście potrzebna.
Trzy dni po zabójstwie Wojciech Korfanty publicznie potępił zbrodnię oraz wyznaczył nagrodę 1000 marek za pomoc w ujęciu sprawców[16].
Po latach, w 1931 roku, na łamach „Polonii” opublikował wspomnienia i refleksje:
Pozatem działy się w organizacji rzeczy pożałowania godne. Przypomnę choćby tylko sprawę Wolskiego, który uciekł do Niemiec, ogołociwszy kasę. Bojówki[17] organizacji nieutrzymane w należytej dyscyplinie i działając na własną rękę, wyrządzały nie tylko polityczne szkody, ale hańbiły imię polskie. Przypomnę sprawę Kupki, sprawę Wojtachy w Radzionkowie, sprawę biednych ofiar odnalezionych w Józefce, sprawę rzeźnika na Podlaryszu i wiele innych. Wiem, że Niemcy robili jeszcze gorsze rzeczy, dopuszczali się haniebnych zbrodni i okrucieństw, ale to nas nie upoważniało do naśladowania ich czynów. Sztandar polski musiał być czysty i nieposzlakowany. Ja wiedziałem, jaką szkodę moralną i polityczną wywierają takie okrucieństwa[18].
Nie wchodząc głębiej w zawiłości historii Polskiej Organizacji Wojskowej na Górnym Śląsku, o której wspomina Korfanty w przytoczonym fragmencie, warto zauważyć, że działała ona w pewnej niezależności, pod dowództwem między innymi Alfonsa Zgrzebnioka i innych komendantów. Jej działania, nastawione na środki siłowe, a nie na rozwiązania polityczne, prowadziły do napięć i konfliktów pomiędzy Korfantym a samą organizacją.
Niemiecki plakat propagandowy kolportowany po zabójstwie Teofila Kupki. Źródło: Śląska Biblioteka Cyfrowa, www.sbc.org.pl
Przytoczona po latach wypowiedź, gdy w sprawie Kupki nie żył już niemal nikt poza osieroconą rodziną, sprawia wrażenie szczerej refleksji. Samowolne akcje polskich bojówek nie przynosiły stronie polskiej realnych korzyści. Kupka, choć publikował teksty antypolskie i wymierzone w Korfantego, nie należał do najważniejszych postaci obozu polskiego. Tym wyraźniej widać dysproporcję między jego rzeczywistym znaczeniem politycznym a skutkami propagandowymi jego zabójstwa.
Tymczasem szkody wizerunkowe, jakie przyniósł mord na nim oraz na ofiarach z Józefki, szerzej opisane w naszym artykule: Dioblina – przeklęta tylko w legendzie? , były ogromne. Działania te, moralnie wątpliwe, stały się paliwem dla niemieckiej machiny propagandowej.
Podobizna Teofila Kupki wykorzystana na niemieckim plakacie propagandowym. Na symbolicznych krzyżach umieszczono nazwy miejscowości: Anhalt (dziś Hołdunów), gdzie w czasie II powstania śląskiego spalono część zabudowań, oraz Josephsthal (Józefka), w której polscy powstańcy rozstrzelali czternastu cywilów niemieckich.
Źródło: Śląska Biblioteka Cyfrowa, www.sbc.org.pl
Ideowiec czy zdrajca? List Bernarda Smudy jako ostateczne świadectwo
Teofil, jako Ślązak wychowany w duchu polskości, musiał być znany ze swojej działalności narodowej, skoro został przyjęty przez Korfantego na stanowisko kierownika ważnej sekcji w Polskim Komisariacie Plebiscytowym. Trudno przypuszczać, by takie funkcje powierzano osobom przypadkowym.
Zarys konfliktu na linii Kupka–Korfanty nawet po stu latach może skłaniać do bardziej przychylnego spojrzenia na Teofila. Jego postulaty, oparte na haśle walki o Śląsk przez Ślązaków dla Ślązaków, a także na żądaniu sprawiedliwego podziału stanowisk i godziwych płac dla wielu brzmiały przekonująco. Również jego przekonanie, że to Górnoślązak powinien być gospodarzem we własnym domu, pozostaje bliskie części współczesnych odbiorców, nie tylko tym o poglądach radykalnych.
Do czasu gwałtownej zmiany postawy Kupki to właśnie on, patrząc z dzisiejszej perspektywy, mógł sprawiać wrażenie strony mającej więcej argumentów. Ocena jego działań zmienia się jednak dynamicznie, gdyż w ciągu zaledwie jednego miesiąca z pracownika polskiego komisariatu, walczącego o przyłączenie regionu do Polski, staje się orędownikiem opcji niemieckiej, budując przy tym swój wizerunek na haśle „trzeciej drogi”, podszytym separatyzmem.
Konflikt z dawnymi współpracownikami w Związku Byłych Pracowników Plebiscytowych dodatkowo wpłynął na sposób postrzegania jego roli. Większość zarządu odcięła się od jego działań i oskarżyła go o współpracę ze stroną niemiecką. Choć sam Kupka protestował i próbował prostować zarzuty, jego późniejsza działalność w Górnośląskim Komisariacie Plebiscytowym w znacznym stopniu pokrywała się z linią niemieckiego obozu plebiscytowego.
Do kwestii tej odnosi się również prof. Ryszard Kaczmarek w książce Powstania Śląskie 1919–1920–1921. Nieznana wojna polsko-niemiecka. Powołując się na ustalenia Wojciecha Pieniążka, wskazuje, że współpraca Kupki z niemieckim komisarzem plebiscytowym rzeczywiście miała miejsce i nie ograniczała się jedynie do wspólnych działań propagandowych[19]. Teofil miał także pełnić funkcję wywiadowczą. Zwerbować miał go Karl Speckier, jedna z kluczowych postaci niemieckiego wywiadu na terenie plebiscytowym, odpowiedzialny za działania dywersyjne i propagandowe, w tym wydawnicze. Celem werbunku miało być osłabienie polskiego komisariatu, a być może nawet doprowadzenie do jego likwidacji.
Podobną tezę wysunięto również w 1931 roku na łamach prasy związanej z Wojciechem Korfantym[20]. W jednym z artykułów szerzej opisywano postać Speckiera i jego rolę jako domniemanego mocodawcy Kupki. W tej samej publikacji pojawiła się także informacja, że około 1928 roku miała odbyć się niejawna rozprawa sądowa, podczas której, według autora tekstu, Korfanty został oczyszczony z zarzutu zlecenia zabójstwa redaktora naczelnego „Woli Ludu”.
Teksty publikowane w „Woli Ludu” pod redakcją Teofila bywały kalką artykułów niemieckich, co może wskazywać na ścisłą współpracę redakcyjną z niemiecką stroną. Już sama kwestia finansowania gazety budzi poważne wątpliwości. Wydawanie pisma przez podrzędnego pracownika umysłowego kopalni, nawet przy wsparciu wspólników, wydaje się trudne do wyobrażenia bez zewnętrznego zaplecza finansowego.
Jeśli wierzyć ówczesnej prasie, której relacje należy jednak traktować z ostrożnością, Teofil Kupka miał prowadzić wystawny tryb życia. Pisano, że obnosił się z bogactwem, dysponował czterema samochodami (prawdopodobnie wykorzystywanymi do celów wydawniczych) oraz posiadał w Dresdner Banku konto z kwotą rzędu pół miliona marek[21].
Ciekawą, choć również niepewną poszlakę dotyczącą finansowania jego działalności przynosi jeden z numerów „Orędownika”[22]. Według zamieszczonej tam relacji kolporter „Woli Ludu” miał się zwierzyć, że zgodnie ze słowami samego Kupki jego działalność finansowali górnośląscy kapitaliści.
Nie jest tajemnicą, że ewentualna zmiana przynależności państwowej terenów, na których działały największe koncerny przemysłowe, mogła oznaczać dla nich poważne problemy operacyjne, a w skrajnym przypadku nawet utratę możliwości dalszego funkcjonowania. W tym kontekście wspomniany wątek wydaje się prawdopodobny.
Sam Kupka bronił się na łamach swojej gazety, zadając przeciwnikom retoryczne pytania:
Wzywam te oszczerczą prase, która rzuciła obelgi i okłamała swoich czytelników, by udowodniła namacalnie, mianowicie:
1) Co ja zdradziłem z polskiego Komisariatu plebiscytowego?
2) Kto był ten człowiek z niemieckiej strony, który mnie zdołał przekupić?
3) Kiedy i gdzie mnie przekupiono
Nowe światło na sprawę rzekomej współpracy Kupki rzuca dotąd niepublikowany dokument znajdujący się w zasobach Archiwum Państwowego w Katowicach. Odpowiedzi na jego retoryczne pytania, choć spóźnione o ponad rok, odnajdujemy w prywatnej korespondencji Bernarda Smudy, następcy Kupki na stanowisku redaktora naczelnego „Woli Ludu”. List ten, datowany na 12 grudnia 1921 roku, stanowi swoiste pośmiertne świadectwo działalności całego środowiska.
Autorem dokumentu jest Bernard Smuda, wspólnik Kupki, który wraz z nim odszedł z Polskiego Komisariatu Plebiscytowego. Według Małgorzaty Kaganiec, autorki książki Tajemnice bytomskich kamienic[23], Smuda w młodości miał być rzezimieszkiem działającym w międzynarodowej grupie przestępczej Aulocka i spędzić kilka lat w warszawskiej Cytadeli.
Po zabójstwie Kupki Smuda został redaktorem naczelnym „Woli Ludu”, gdzie narracja antypolska uległa jeszcze większemu nasileniu. Ostatni dostępny numer tej gazety pochodzi z kwietnia 1921 roku, a więc z okresu bezpośrednio po plebiscycie.
List[24] był najprawdopodobniej adresowany do dyrekcji kopalni, w tym przypadku „Prinzengrube” w Łaziskach koło Mikołowa. Smuda przedstawia się w nim jako redaktor naczelny niemieckiej gazety propagandowej, którą przejął po zabójstwie Kupki. Wspomina, że z powodu grabieży ze strony polskiego komisariatu musiał uchodzić z Żyglina do Bytomia, w wyniku czego stracił 55 tysięcy marek. Pisze również, że wraz z rodziną żyje obecnie w skrajnej nędzy, i prosi o żywność na zimę oraz ubrania dla dzieci.
Najważniejszym fragmentem listu, w kontekście tych rozważań, jest określenie „deutsche Propagandablatt »Wola Ludu«”, czyli „niemiecka gazeta propagandowa”, która – jak twierdzi Smuda – wyrządziła wiele szkód polskiemu komisariatowi.
List Smudy. Źródło: AP w Katowicach12/16/1/91, str 11.
Los Smudy, zubożałego redaktora „niemieckiej gazety propagandowej”, stanowi gorzką puentę działalności secesjonistów. Może to sugerować, że po plebiscycie środowisko to utraciło dotychczasowe zaplecze, co bywa interpretowane jako pośrednia przesłanka ich wcześniejszych powiązań politycznych.
Epilog
Dla wielu współczesnych Ślązaków Teofil Kupka pozostaje symbolem walki o autonomię i podmiotowość regionu. Jednak w świetle dostępnych źródeł, dokumentów i opracowań Teofil Kupka jawi się przede wszystkim jako tragiczny element wielkiej gry wywiadów, w której idea „trzeciej drogi” stała się jedynie parawanem dla niemieckiej akcji dywersyjnej.
Postać Teofila Kupki pozostaje więc uwikłana między ideą autonomii, działalnością propagandową a grą wywiadów w okresie plebiscytowym, natomiast jego śmierć stała się elementem brutalizacji walki politycznej na Górnym Śląsku.
[1] Archiwum Państwowe w Katowicach, 12/749/0/3/499, akt 1185.
[2] „Górnoślązak” 1920, nr 267.
[3] Archiwum Państwowe w Katowicach Oddział w Cieszynie, 14/450/2, s. 222.
[4] Archiwum Państwowe w Katowicach, 12/2484//2/190, akt 47.
[5] Górnośląski Komitet Plebiscytowy. https://pl.wikipedia.org/wiki/G%C3%B3rno%C5%9Bl%C4%85ski_Komitet_Plebiscytowy [dostęp: 15.02.2026].
[6] „Górnoślązak” 1920, nr 214.
[7] „Dziennik Śląski” 1920, nr 220.
[8] „Kuryer Śląski” 1920, nr 219.
[9] Do Ludu Górnośląskiego!=An das Oberschlesische Volk!. www.sbc.org.pl/publication/24993 [dostęp: 15.02.2026].
[10] Wola Ludu, 1920, R. 1, nr 1. https://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/30958 [dostęp: 15.02.2026].
[11] Centralne Archiwum Wojskowe, Kolekcja Akt Personalnych i Odznaczeniowych, Teczka: Myrcik Henryk, MN 12.05.1931.
[12] „Katolik” 1920, nr 142.
[13] Archiwum Państwowe w Katowicach, 12/27/2.1/O.M577.
[14] „Górnoślązak” 1920, nr 272.
[15] „Rybniker Stadtblatt” 1920, nr 135.
[16] „Gazeta Opolska” 1920, nr 247.
[17] Chodzi o oddziały Polskiej Organizacji Wojskowej.
[18] „Polonia” 1931, nr 2362.
[19] R. Kaczmarek, Powstania śląskie 1919–1920–1921. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019, s. 330.
[20] „Polonia” 1931, nr 2545.
[21] „Gazeta Opolska” 1920, nr 247.
[22] „Orędownik” 1920, nr 15.

