Ks. Norbert Bonczyk – piewca wsi i natury

Zaryzykujemy stwierdzenie, że niewielu piekarzan kojarzy postać ks. Norberta Bonczyka. A przecież jeszcze przed wojną był on patronem ulicy w centrum Szarleja. Swą posługę kapłańską prowadził również w Piekarach. Ks. Bonczyk był nie tylko kapłanem, ale i literatem i do tego niezwykłym. Zapraszamy dziś na opowieść o księdzu Norbercie. Opowieść pióra prawdziwego znawcy tematu: Krzysztofa Piotrowskiego, autora książki i kilku artykułów poświęconych pamięci ks. Norberta Bonczyka.

 „Pogrzeb śp. ks. prob. Bontzka był dowodem, jak nieboszczyka lud miłował, albowiem i z parafii Bytomskiej i z dalszych stron zgromadziło się bardzo wielu, aby ostatnią posługę zmarłemu oddać. Stara fara była przepełniona, przy kościele, do którego trudno było się dostać stały po obu stronach ulicy Tarnogórskiej i Piekarskiej aż do cmentarza zbite szeregi ludzi. Gdy pierwsi już na cmentarz wchodzili , ostatni byli dopiero na skręcie ulicy, koło kościoła św. Trójcy. Cała Piekarska ulica aż do cmentarza była zapchana ludem od strony, do strony; gdy się spojrzało z górki cmentarzowej, widziało się morze głów. (…) W pogrzebie wzięły udział wszystkie stowarzyszenia katolickie, cech, magistrat, deputowani miasta. (…) Miasto ze swej strony uczyniło wszystko, aby uczcić nieboszczyka. Latarnie ulic, okryte krepą, paliły się podczas pochodu, z domów powiewały żałobne chorągwie. Także protestanci i żydzi wzięli udział w pogrzebie[1].

Tak o pożegnaniu zmarłego 18 lutego 1893 r. bytomskiego kapłana i poety pisał wychodzący tamże „Katolik”. Dziś dorobek literacki ks. Norberta Bonczyka jest niestety mało znany i niedoceniany. Dla jego społecznego odbioru nie bez znaczenia jest fakt, że wznowienia dzieł poety pojawiają się stosunkowo rzadko. Dość przypomnieć, że w okresie po II wojnie światowej mieliśmy po jednym wydaniu jego poematów Stary kościół miechowski (pierwodruk 1879) i Góra Chełmska (pierwodruk 1886) oraz jedno solidne wydanie zbioru wierszy. Skutkuje to pokutującym, utartym szablonem księdza-poety i patrioty, na czym cierpi sama twórczość Bonczyka – oryginalna i ciekawa, jeżeli spojrzymy na nią poprzez tło powstających wtedy dzieł literatury polskiej. Podczas gdy większość piszących w drugiej połowie XIX wieku tworzyła już pod wpływem pozytywizmu, Bonczyk pozostawał nadal w kręgu romantyzmu. Jednym z wyróżników tego prądu literackiego było zwrócenie się w stronę ludowości – w swej twórczości realizował Bonczyk ten postulat zarówno w warstwie językowej, jak i świata przedstawionego. Lud stał się bohaterem zbiorowym obydwu jego poematów. Jakkolwiek rzeczywistość przedstawiona na ich kartach ulegała daleko idącym przekształceniom, zwłaszcza w przypadku idealizacji rodzinnych Miechowic, to jednak zachowała nadal wysoki stopień autentyzmu. Dopełnia go także fakt, iż bohaterowie utworów występują w nich pod swoimi prawdziwymi nazwiskami. Odnajdziemy w dziełach poety również przedstawione w literackiej formie przejawy kultury ludowej – obyczaje, wierzenia i sceny z życia wiejskiego, które jednoznacznie wskazują na etnograficzne zacięcie ks. Norberta Bonczyka. Wyraża się ono m.in. w wypowiedziach postaci z poematów, które prezentują obiegowe opinie czy wyobrażenia typowe dla wiedzy i światopoglądu ludu. Jedną z podstawowych wartości polskiej kultury ludowej była charakterystyczna religijność. W znaczącej mierze zgodna z nauczaniem Kościoła, podlegała jednak swoistym modyfikacjom związanym z chłopskim postrzeganiem świata. Oprócz czci, z jaką odnoszono się do Chrystusa, Maryi czy świętych, odnajdowano sferę sacrum także w elementach otaczającej natury. Wpływało na to złączenie ludzi na wsi z uprawianą przezeń ziemią, a także ich zależność od sił przyrody, niejednokrotnie objawiających się w niezrozumiałych dla nich do końca zjawiskach.

 

Poematy ks. Norberta Bonczyka Stary kościół miechowski oraz Góra Chełmska w sposób znaczący nasycone są takimi obrazami przejawów świętości. Świadectwem ludowego odnajdywania sacrum wśród otaczającej rzeczywistości jest tam postrzeganie gwiazd, góry i lasu, jakie można zauważyć przede wszystkim w wypowiedziach młynarza i zarazem kołodzieja pańskiego Łukaszczyka, przewodnika pielgrzymek Spińczyka, a także żyjącego na uboczu Miechowic Wyplera. Nim jednak przejdziemy do krótkiej charakterystyki jego twórczości zatrzymajmy się jeszcze przez chwilę przy osobie autora, by przypomnieć kilka najważniejszych faktów z jego życia, a także przedstawić pokrótce, jak kształtowała się na przestrzeni lat recepcja jego twórczości.

 

Portret ks. Norberta Bonczyka; Wizerunek okalają widoki upamiętniające miejsca związane z życiem N. Bonczyka, m.in. Góra Chełmska i Bytom. Pocztówka nakładem Związku Młodzieży Polskiej, Katowice, ok. 1938 r., Biblioteka Śląska w Katowicach.

 

Norbert Bonczyk urodził się 6 czerwca 1837 r. w Miechowicach, wówczas wiosce pod Bytomiem[2]. Jego ojciec, Walenty, był górnikiem, swą pracę na kopalni zakończył w randze sztygara. Matka poety, Hanka z Łukaszczyków, zmarła w 1847 r. wraz z dwiema córkami w czasie epidemii tyfusu głodowego. Młody Norbert swą edukację rozpoczął w szkole ludowej w rodzinnych Miechowicach pod okiem nauczyciela Pawła Bienka, opiewanego później na kartach swych poezji. Naukę kontynuował w szkole miejskiej w Bytomiu oraz w gliwickim gimnazjum katolickim. W 1858 r. po zdaniu egzaminu dojrzałości rozpoczął studia teologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim, tam też uczestniczył w pracach Towarzystwa Literacko-Słowiańskiego. W 1862 r. Bonczyk przyjął święcenia kapłańskie i rozpoczął pracę duszpasterską jako wikariusz w Piekarach Śląskich pod okiem proboszcza ks. Bernarda Purkopa, późniejszego założyciela piekarskiego „Zwiastuna Górnośląskiego”, w którym Bonczyk będzie również publikował, a następcy zmarłego w tymże samym 1862 r. słynnego śląskiego kapłana ks. Alojzego Ficka.

 

Po trzech latach został przeniesiony do Bytomia, gdzie niósł posługę u boku innego znanego proboszcza, ks. Józefa Szafranka, słynnego rzecznika praw ludności górnośląskiej. Bonczyk w niedługim czasie dał się poznać jako sprawny organizator. Założył polskie Kasyno Katolickie – organizację społeczno-towarzyską oraz Towarzystwo św. Alojzego – zrzeszające polską młodzież. Po śmierci ks. Szafranka w 1874 r. przejął faktycznie administrowanie parafią, jednak nominację na proboszcza otrzymał dopiero po dwunastu latach z powodu nieprzychylnego stosunku doń władz pruskich. W 1889 r., dwa lata po srebrnym jubileuszu kapłaństwa, przejął patronat nad Związkiem Wzajemnej Pomocy Robotników Górnośląskich w Bytomiu, odrzucił też propozycję kardynała Koppa, który chciał uczynić go kanonikiem wrocławskiej Kurii Biskupiej. W 1890 r. w wieku 89 lat umiera ojciec poety, Walenty Bonczyk. Rok później ks. Norbert Bonczyk zostaje prezesem Towarzystwa Przemysłowców, kolejnej bytomskiej organizacji skupiającej polskich rzemieślników, drobnych kupców i robotników. 18 lutego 1893 r. w Bytomiu ks. Norbert Bonczyk umiera na zapalenie płuc, którego nabawia się podczas sprawowanego wcześniej pogrzebu. Został pochowany w kaplicy na cmentarzu przy ul. Piekarskiej.

 

Jako poeta daje się poznać już podczas studiów we Wrocławiu, gdzie na zebraniu Towarzystwa Literacko-Słowiańskiego przedstawia swoje tłumaczenia utworów Fryderyka Schillera. W tym czasie powstają polskie wiersze, które włącza później w cykl Chwasty z własnej zagrody. W 1871 r. pisze i wydaje okolicznościowe Kazanie stołowe na uroczystość złotego wesela pana obersztajgra Jana Maja i Jadwigi Fitzek w Miechowicach, podobnie uczci też 50-lecie pracy swego pierwszego nauczyciela, Pawła Bienka. Owe wierszowane Pamiętniki szkolarza miechowskiego staną się zaczynem wydanego w 1879 r. w Bytomiu Starego kościoła miechowskiego – pierwszego i najbardziej znanego z poematów Bonczyka. W podobny sposób powstaje drugi z jego poematów. W 1874 r. poeta pisze wiersz  Góra Chełmska, który włącza później w obręb poematu, jaki ukazuje się w 1886 r. pod tym samym tytułem. Prócz tych dwóch poematów epickich, stanowiących dziś znak firmowy poety, Bonczyk uprawiał także lirykę. Swoje wiersze pisał po polsku, po niemiecku i po łacinie. W przeciwieństwie do poematów sygnowanych własnym nazwiskiem, zbiory jego poezji ukazywały się w druku zazwyczaj anonimowo oraz bez podania daty ich wydania. Powodem tego była m.in. tematyka zamieszczanych tam wierszy, wśród których część to erotyki. Trudno dziś zawyrokować, na ile utwory te były odbiciem stanów duszy poety, a na ile jedynie efektem zastosowania romantycznej konwencji. Najobszerniejszy zbiór wierszy zatytułowany Eines alten Studenten Ferien-Geklimper seiner utraquistischen Tafelrunde gewidmet zachował się do dziś w jednym zaledwie egzemplarzu. W okresie międzywojennym był on w posiadaniu ks. Emila Szramka, biografa i badacza twórczości Bonczyka, dziś stanowi własność Kurii Archidiecezjalnej w Katowicach. Księdzu Emilowi Szramkowi zawdzięczamy także wiadomość o istnieniu innego tomu poezji Bonczyka wydanego pod tytułem Karpathen-Märchen. Niestety, jedyny znany jego egzemplarz zaginął podczas zawieruchy wojennej. Tom Eines alten Studenten... zawierający kilkadziesiąt wierszy niemieckich, kilkanaście polskich, nie licząc tłumaczeń, oraz dwa wiersze łacińskie, składał się z pięciu cykli poetyckich: Tłumaczenia z niemieckiego, Chwasty z własnej zagrody, Deutsche Reimereien, Gudrun-Lieder i Wieder daheim – pierwsze dwa z nich dołączone zostały także jako dodatek do drugiego wydania Starego kościoła miechowskiego, które wyszło w 1883 r.

 

Okładka książki  Ks. Norbert Bonczyk. Życiorys. W 25-letnią rocznicę zgonu jego autorstwa ks. dr Emila Szramka, górnośląskiego intelektualisty, znawcy i admiratora twórczości ks. Bonczyka, w latach 1911-1912 wikarego w Miechowicach, zamordowanego przez Niemców w obozie w Dachau w 1942 r. Ksiądz Szramek został beatyfikowany przez papieża Jana Pawła II w 1999 r. jako jeden ze 108 polskich męczenników II wojny światowej. Fot. K. Piotrowski.

         

Oprócz twórczości literackiej ks. Norbert Bonczyk zajmował się też pisarstwem innego rodzaju. Spod jego ręki wyszło wiele popularnych wówczas wśród ludu broszur o tematyce religijnej, będących bądź to tłumaczeniami, bądź jego oryginalnymi tekstami. Warto w tym miejscu nadmienić, że przetłumaczenie w 1872 r. na polski książki Konrada von Bolandena Der alte Gott wpędziło ks. Bonczyka w nie lada tarapaty. W tekście tym, wydanym pod tytułem Stary Bóg żyje i krytykującym państwo pruskie za wypowiedzenie wojny Kościołowi w okresie Kulturkampfu, władze dopatrzyły się podburzania przeciwko funkcjonującemu porządkowi i w wytyczonym ks. Bonczykowi procesie skazały go ostatecznie na osiem tygodni więzienia. To właśnie tam pisze swoje bodaj najważniejsze, wedle opinii ks. Szramka, z dziełek religijnych Wykład Godzinek o Niepokalaném Poczęciu N.P. Maryi, które ukazuje się drukiem w roku następnym (1873) we Wrocławiu. Pobyt za kratami nie zmiękczył pióra tego śląskiego kapłana. Gdy władze państwowe usunęły z Bytomia Siostry Notre Dame, ks. Bonczyk upamiętnił ich działalność wydaną własnym nakładem książką w języku niemieckim, gdzie nie omieszkał po raz kolejny skrytykować antykościelną politykę władz pruskich. Wspomniane wyżej tytuły są wyrazem zaangażowania ks. Bonczyka w sprawy o charakterze społeczno-kulturowym, a chcąc nie chcąc w końcu także i politycznym. Innym przykładem potwierdzającym to zaangażowanie jest opublikowana anonimowo w „Zwiastunie Górnośląskim” w 1868 r. Odezwa do Szanownych Panów Nauczycieli przy Górnośląskich szkołach, gdzie autor występuje w obronie języka polskiego w szkole i kościele. W artykule tym podkreśla również jak ważne dla polskości na Śląsku stały się Piekary, nie tylko za sprawą sanktuarium maryjnego, ale także z powodu prężnie działającego ośrodka ruchu wydawniczego:

 

Jak z ziemi Piekarskiej na gruntach kościelnych wytryskuje krynica (Quell) czysta i skuteczna, tak z jednej oficyny (Werkstatt) tamtejszej z pod fundamentów kościoła świętego – wypływa zdrój (Quell) czystej wody duchownej, odświeżającej duszę: tej samej wody, o której Zbawiciel wspomina Samarytance przy studni Jakóbowej. Czem jest Lipsk (Leipzig) dla całych Niemiec, tem są Niemieckie Piekary dla górnoszląskiego ludu polskiego; też bowiem dostarczają ostatniemu prawie wszystkich książek do nabożeństwa i innych – treści religijnej i moralnej. Tu ztąd też wyszło pod tytułem: „Dostateczny śpiewnik kościelny i domowy wraz z książką modlitewną,” – najobszerniejsze dzieło tego rodzaju dla ludu, obejmujące przeszło 1000 stronnic. Ubliżyłbym Nakładcy P. Teodorowi Heneczkowi, właścicielowi księgarni i drukarni Piekarskiej, gdybym tu ominął nazwisko jego, z tytułu tak licznych książek z jego oficyny wyszłych i poza granicą szląska znajomych. Nie zdołały ponoszone często z przedsiębiorstw literackich straty odstraszyć tego męża ludu, ryzykować fundusze swoje na rzecz oświaty i religii, o czem mamy dowód jasny we wydawaniu „Zwiastuna,” szczególnie zaś w przyjęciu na siebie nakładu wszystkich książek polskich, mających się wydać staraniem wyżej wspomnionego stowarzyszenia literackiego. – I książki Piekarskie nie szpeciłyby czytelni (Lesegabinet) nauczyciela górno-szląskiego; owszem dla wielu mogą bydź „Gradus ad Parnassum,” to jest: stopniem do osiągnięcia pomału biegłości w rozumieniu dzieł polskich we wyższym stylu pisanych. Zresztą też przystoi, popierać podług możności każde przedsiębiorstwo służące dobru pospolitemu, szczególnie zmierzające do oświaty ludu.

 

„Zwiastun Górnośląski” 1868, nr 45 z artykułem ks. Bonczyka, Biblioteka Śląska w Katowicach.

 

Ukazanie się drukiem Starego kościoła miechowskiego oraz Góry Chełmskiej przyniosło pewien rozgłos Bonczykowi jako poecie. Recenzje poematów wraz z omówieniem ich treści ukazywały się w wychodzącym w Bytomiu „Katoliku”, a także w „Kurierze Poznańskim”. O Starym kościele miechowskim pisał też w wychodzącej w Warszawie „Biesiadzie Literackiej” sam Józef Ignacy Kraszewski. Pochlebna w sumie recenzja znanego powieściopisarza nie zdołała jednak przyczynić się do spopularyzowania twórczości Bonczyka w skali ogólnopolskiej. Co też znamienne, o recenzji Kraszewskiego dowiedział się Bonczyk dopiero po dziesięciu latach od daty jej ukazania się od podróżującego po Śląsku Stanisława Bełzy, który to spotkanie z bytomskim poetą opisał w wydanej później pod pseudonimem Stanisław Piast książce Na Szląsku polskim[3]. Z niej to m.in. dowiadujemy się tego, jak w rzeczywistości Bonczyk czuł się niedoceniany jako poeta. Niedostateczne zainteresowanie ze strony potencjalnych czytelników czy ów brak zachęty, o którym wspomina w rozmowie z Bełzą, nie motywowały więc poety do podejmowania twórczego wysiłku.

         

Ks. Norbert Bonczyk doczekał się za swego życia oprócz pierwszych wydań swych poematów także drugiego wydania Starego kościoła miechowskiego, które ukazało się w 1883 r. Różniło się ono od pierwodruku, oprócz dołączenia jako dodatku wybranych wierszy z tomu Eines alte Studenten..., przede wszystkim usunięciem z tekstu poematu językowych regionalizmów. Ów niezbyt szczęśliwy pomysł poprawienia pierwotnej wersji dzieła, które przecież nawet w swym tytule miało określenie „w narzeczu górnośląskim”, był autorstwa dr. Franciszka Chłapowskiego, znanego wówczas działacza narodowego. Sugestie dotyczące zmian w tekście Starego kościoła miechowskiego, na które Bonczyk częściowo przystał, Chłapowski zawarł w swej recenzji poematu, która ukazała się na łamach „Kuriera Poznańskiego”. W takiej też zubożonej językowo formie poemat Bonczyka ukazuje się jeszcze w 1918 r., w 25. rocznicę śmierci poety. Dopiero Wincenty Ogrodziński, wybitny badacz śląskiego piśmiennictwa, przygotowując do wydania w 1936 r. Stary kościół miechowski w zamierzeniu jako pierwszy z trzech tomów „pism poetyckich” Bonczyka, powrócił do pierwszego wydania poematu, uznając, że dokonane „poprawki” utwór raczej popsuły i nie odpowiadają pierwotnemu zamysłowi twórcy. Pomysł wydania dzieł Bonczyka udało się zrealizować Ogrodzińskiemu niestety tylko po części. Po czwartym z kolei wydaniu Starego kościoła miechowskiego zdążył bowiem ogłosić w 1938 r. jeszcze tylko drugie wydanie Góry Chełmskiej. Wybuch wojny uniemożliwił wydanie trzeciego tomu dzieł Bonczyka, w którym miały się znaleźć jego poezje. Ostatecznie ich staranny wybór w opracowaniu Jacka Kajtocha ukazał się dopiero w 1967 r. Należy nadmienić w tym miejscu, że Kajtoch jako jeden z popularyzatorów twórczości bytomskiego kapłana jest także autorem monografii Norbert Bonczyk. Epik Górnego Śląska wydanej w 1965 r. Innymi autorami piszącymi o życiu i twórczości Bonczyka są księża Emil Szramek i Jan Kudera. Pierwszy jest autorem prac: Ks. Norbert Bonczyk. Życiorys w 25-letnią rocznicę zgonu jego (1918) oraz Ks. Norbert Bonczyk. Studium biograficzne (1939). Drugi opublikował natomiast opracowanie Ks. Norbert Bonczyk jako poeta (1918). Po wojnie w 1957 r. pracę Ks. Norbert Bończyk [!]. Poeta i patriota opublikował Franciszek A. Marek. W jego też opracowaniu i z jego szkicami ukazało się w 1985 r. trzecie wydanie Góry Chełmskiej, będące przedrukiem drugiego wydania krytycznego Wincentego Ogrodzińskiego. Dwa lata później, w 1987 r. ukazuje się z kolei pierwsze w Polsce po II wojnie światowej wydanie Starego kościoła miechowskiego w opracowaniu i ze wstępem Wilhelma Szewczyka. On także, podobnie jak Marek w przypadku Góry Chełmskiej, powtarza tekst edycji krytycznej Ogrodzińskiego. Wcześniej, w 1964 r., dzięki staraniom ks. Józefa Madei tekst Starego kościoła miechowskiego opublikowany został w Wielkiej Brytanii. Przed wojną tłumaczenia na niemiecki tego najbardziej znanego utworu Bonczyka podjął się nauczyciel i regionalny historyk z jego rodzinnych Miechowic, Ludwig Chrobok, publikując w 1925 r. cztery pierwsze księgi w serii Beiträge zur Heimatkunde von Miechowitz. W ostatnich latach tematem twórczości ks. Norberta Bonczyka zajmowali się: Jacek Lyszczyna publikując w 1994 r. pracę Poeta szczęsnej ziemi, ks. Norbert Bonczyk oraz dosyć niedawno, bo w 2006 r., Zbigniew Zielonka w książce: Praojce. Ojce i my. Powrót do „Starego kościoła miechowskiego”.

 

Strona tytułowa pierwszego wydania Starego kościoła miechowskiego z 1879 r., Biblioteka Śląska w Katowicach.

 

Osią tematyczną Starego kościoła miechowskiego, pierwszego z dwóch poematów ks. Norberta Bonczyka, jest planowane wyburzenie starego i wzniesienie nowego kościoła w podbytomskich Miechowicach, jego rodzinnej miejscowości. Autor opisuje wydarzenia, które faktycznie miały miejsce w 1853 r. Wówczas to Maria Winkler, dziedziczka Miechowic, postanowiła wybudować tam nowy kościół, który w zamierzeniu miał powstać na miejscu starej i wysłużonej świątyni. Rozpoczęcie budowy w tym miejscu wiązało się jednak z koniecznością rozbiórki nie tylko starego kościółka, ale także z przeniesieniem okalającego świątynię cmentarza, by przygotowany w ten sposób teren mógł być odpowiedni dla posadowienia budowli znacznie przewyższającej rozmiarami swą poprzedniczkę. Pomysł ten jednak okazał się być chybiony, bowiem już wkrótce po rozebraniu starego kościoła i zakończeniu przenosin cmentarza okazało się, że grunt, na którym miały stanąć mury nowej, większej świątyni, nie był ku temu odpowiedni. W związku z tym nowy kościół i tak musiał zostać zbudowany w innym miejscu, niepotrzebna była więc cała operacja przenoszenia wiejskiej nekropolii. Bonczyk w swym poemacie opisuje pierwszą fazę wspomnianych wypadków, tylko akcja epilogu rozgrywa się 28 lat później.

 

Pojawianie się na kartach tego poematu Bonczyka poszczególnych postaci i wydarzeń jest wynikiem dążenia autora do podporządkowania ich jednemu, naczelnemu celowi, za jaki możemy uznać chęć opisania rodzinnej miejscowości, przy czym, należy dodać, opisanie to dokonuje się w formie głęboko wyidealizowanej. Miejscowa społeczność, ów „lud miechowski”, przedstawiona jest jako wyjątkowa, nieposiadająca znaczących wad, a wprost przeciwnie, mogąca być wzorem dla innych w sąsiedztwie. Nie tylko cechy charakteru mieszkańców wyróżniają Miechowice, także sama okolica w oczach poety jawi się jako wyjątkowe miejsce, które swym pięknem przewyższa, będące natchnieniem malarzy i opiewane przez poetów, słynne na całym świecie włoskie krajobrazy. Nie ma w tym jednak patosu, postacie pojawiające się w utworze, stanowiące bez mała całe ówczesne Miechowice, potraktowane są ze sporym dystansem. Właśnie wszechobecny humor,  nie tylko w sposobie przedstawienia poszczególnych osób, ale także przewijający się w konkretnych wydarzeniach, jak choćby w opisanym w księdze VII weselu u Kornowiców, stanowi cechę szczególną, a można rzec też, że i dominantę utworu. Nie znaczy to jednak, że w poemacie nie znajdziemy wydarzeń, jak scena ekshumacji zmarłych, które Bonczyk musiał ukazać inaczej. Zwykle jednak są one bądź elementem przeszłości, jak wspomnienie gorzkiego żniwa, jakie zebrała onegdaj w Miechowicach epidemia tyfusu czy obrazy dawnej biedy i pijaństwa mieszkańców wioski, bądź też obawami o przyszłość, która wraz z dobrodziejstwami postępu technicznego może przynieść także niekorzystne zmiany w tradycyjnej obyczajowości. Zasadniczym motywem tego utworu staje się, powtórzmy to raz jeszcze, opisanie Miechowic, tak jak zapamiętał je młody Nolbuś, postać także pojawiająca się w utworze, bez trudu do skojarzenia przez czytelnika z autorem poematu. Utwór ten pełen dygresji, autobiograficznych wątków i poczucia humoru jest w gruncie rzeczy wielką pochwałą życia w zgodzie z naturą i Bogiem:

 

          Nie mać, to żyć, jak na wsi: Tu człek człeka ceni,
          Znając go od kolebki; tu w miłej przestrzeni
          Domy, stajnie, stodoły, podworki, zagrody;
          W szczerej żyją przyjaźni ludzie i ich trzody;
          Czyj koń, czyja krasula, nawet i psa znają,
          Nad bydlątka upadkiem tyle smutku mają
          Jak w Berlinie nad zgonem ministra! Tu żyje
          Człowiek z tego, co zasiał, uchował; tu tyje
          Nie przy nocnych biesiadach, lecz przy błogiej pracy
          Dniowej, w nocy spoczywa. Mieszczanie nie tacy!
          We dnie myślą o pracy, wieczorem wychodzą
          Na rozrywki; do domu ledwo rano zgodzą.
          U nich noc bywa rano. A ileż grzeczności
          Musi czynić, ktokolwiek głosem powinności
          Burda pana! Odźwierni, kucharki, lokaje
          Kłaniają się u łóżka, a pan, chrapiąc, łaje.
          Jejmość, jeszcze leżąca, raczy chlipać kawę
          Bez pacierza, chce-li mieć pierwszej damy sławę.
          A gdy w śnieżnych pierzynach już się nadto nudzi,
          Piesek faworyt, liżąc czoło Pani, budzi.
          Jakoż na wsi inaczej! Tu po trudnej sprawie,
          Zakończonej modlitwą, śpi na twardej ławie
          Zdrowy wieśniak, a zatem niebo w związku z ziemią,
          Choć niekiedy pod lekką chmur zasłoną drzemią,
          Gotują jemu nader miłe przywitanie:
          Otóż, skoro ich luby syn ze snu powstanie,
          Uśmiechają się jemu; już się kur odzywa,
          Gąsior gęga, wieprz kwiczy, a słowiczek śpiewa!
          Zerwał się ze snu wieśniak, słyszy śpiewów chóry,
          Podziwia piękność nieba, powietrza odory
          Chciwie w zdrową pierś wciąga, błoga ranna chwila
          Do szczerej go modlitwy i pracy zasila.
          Na wsi nikt nie próżnuje; gdyby zaś sen miły
          Przedłużał się (bo w trudach wyczerpią się siły),
          Toć słońce nie pobłaża, lecz promienie spore
          Ciska w oczy śpiącego: - „Hej Podeszwa – gore!”[4]
 

                                                                          (SKM VI, 1-36)

 

Strona tytułowa Starego kościoła miechowskiego wydanego w Wielkiej Brytanii ze słowem wstępnym abp. Józefa Gawliny, Ślązaka, biskupa polowego Wojska Polskiego w latach 1933-1947, kapelana liniowego m.in. w bitwie pod Monte Cassino. Fot. K. Piotrowski.

 

Bonczyk nie poprzestawał na przeciwstawieniu skądinąd bardzo humorystycznemu wsi i miasta lecz w słowach wypowiadanych przez Wyplera, w rzeczywistości pozaliterackiej szwagra Walentego Bonczyka czyli ojca poety, poszerza ów schemat poprzez przeciwstawienie wsi naturze reprezentowanej przez las. Każda, nawet zdawałoby się najzacniejsza wioska, to jednak skupisko ludzi charakteryzujących się przecież rozlicznymi wadami i słabościami charakteru. Wypler, ocierając się wręcz o mizantropię, wylicza uciążliwości związane z życiem wśród ludzi: sąsiedzkie niesnaski, dwulicowość i zakłamanie obecne także wśród członków najbliższej rodziny oraz trudność w nawiązaniu prawdziwych przyjaźni. Wszystko to skłania go do konstatacji, że uczucia lasu są bardziej szczere od tych ludzkich:

 

          (...) Przeciwnie, im dalej
          Od ludzi, tym swobodniej, spokojniej: mawiali
          Już mój ojciec. Któż ludziom truje życie? Ludzie!
          Schodzę więc, ile mogą, z drógi ich obłudzie,
          Pewien będąc, iż w smutku szczerzej las żałuje,
          Jak przyjaźń ludzka, która wzdycha, upłakuje,
          Gdy się skarżysz, a myśli: dobrze ci tak, biesie!
          Gdybyś szedł po pieniądze, nawet brat zaprze się,
          Że nic nie ma, lub radzi, byś szedł do sąsiada.
          Wierz mi, szwagrze, o szczerą przyjaźń trudna rada.
          A któż by to mnie okradł lub zabił tu w lesie?
          Nie las, lecz człowiek, gdy go tu licho zaniesie!
          Gdym raz chorował, moja Maryś mi usłała
          Poduszkę tu w drzew cieniu, tu pielęgnowała.
          Lasek świeżym powietrzem, chłódkiem i wonnością
          Więcej podobno pomógł, jak lekarz biegłością,
          Bo nie otruł: powstałem! - Gdy raz umrzeć trzeba,
          Wiemć, że z lasa nie dalej, jak ze wsi do nieba.

 

                                                          (SKM, IV, 389-406).

 

Już za życia ks. Norberta Bonczyka jego rodzinna miejscowość jak i inne na Górnym Śląsku zaczęła podlegać znaczącym przemianom. Rozwój przemysłu wydobywczego sprawił, że wieś szybko się rozrastała – w roku 1823, kiedy uruchamiano tam kopalnię galmanu „Maria”, Miechowice liczyły 487 mieszkańców, w roku 1852 było ich 1770, by z kolei w roku 1890, czyli na trzy lata przed śmiercią ks. Bonczyka, liczyć ich już 4540. W związku z rozpoczęciem eksploatacji węgla kamiennego i otwarciem kopalni „Preussengrube” liczba ta dalej wzrastała i spis powszechny z 1927 r. ujawnił w Miechowicach 15827 osób[5]. Zwiększanie liczby mieszkańców dokonywało się dzięki obserwowanemu od XVI w. ogólnemu wzrostowi ludności w Europie, prowadzącemu do urbanizacji –  część mieszkańców wsi, kiedy zaczynało brakować ziemi, zmuszona była emigrować za pracą do większych ośrodków[6]. Zmieniała się także struktura zatrudnienia mieszkańców Miechowic – o ile w roku 1823 odsetek osób zatrudnionych poza rolnictwem wynosi 39%, o tyle już w roku 1850 wzrasta on aż do 82,5 %[7]. Oprócz budowy wielkich zakładów pracy opartych na mechanicznej produkcji, istotnym elementem zmian cywilizacyjnych i kulturowych była rewolucja komunikacyjna, dzięki której masowo produkowane towary można było zacząć przewozić na znaczne odległości. Z nowych środków transportu zaczęli korzystać licznie także ludzie, którzy dzięki kolei zyskali możliwość względnie taniego i szybkiego przemieszczania się w poszukiwaniu pracy i lepszych warunków życia. Kolej, jak pisał Peter Burke, „prawdopodobnie zrobiła więcej dla erozji kultur prowincjonalnych i dla przemiany regionów w narody niż pobór powszechny i propaganda rządowa”[8]. Wszystkie te wymienione wyżej i powiązane ściśle ze sobą czynniki głęboko przekształciły nie tylko relacje ekonomiczne, ale też i społeczne. Warto w tym miejscu  przytoczyć słowa, które w poemacie Bonczyka wypowiada miechowicki proboszcz ks. Preuss, „przepowiadając” nadchodzące dla górnośląskich wsi zmiany:

 

          „Toć ja o takich mówię” –  rzekł Ksiądz – „wasze gruby
          Znacznie się przyczyniają do naszych wsi zguby.
          Już ja to przewiduję, mój Panie; wnet będzie
          Po kopalniach i hutach, polach, słowem wszędzie
          Nowy sposób roboty; a porządek stary
          Ustąpi nowym siłom i machinom pary.
          Nie myślę ja, iżby te nowych machin siły,
          Mądrych ludzi wymysły, naszym w czymś szkodziły.
          Ale z nimi nastaną majstry, urzędniki,
          Dyrektory, ferwaltry, metry, kulturniki,
          Ludzie nie naszej wiary, a ich złe przykłady
          Pozostawią śród naszych wsi nieszczęsne ślady!

 

                                                              (SKM, VIII, 140-151)

 

 

Miechowice w roku 1850, L. Chrobok, Die alte Kreuzkirche, Miechowitz 1927, Muzeum Górnośląskie w Bytomiu.

 

Ks. Preuss zapowiada tu nadchodzący nieuchronnie przełom, który nie tylko przeobrazi stosunki ekonomiczne, ale też przeorze sielski dotąd krajobraz oraz zmieni postrzeganie przez ludzi otaczającej rzeczywistości. Oczywiście nie dokona się to wszystko z dnia na dzień, będzie to proces długotrwały i przebiegający latami. Ks. Norbert Bonczyk pozostając w kręgu romantyzmu, którego jednym z wyróżników było zwrócenie się w stronę ludowości, realizował ten postulat w swej twórczości zarówno w warstwie językowej, jak i świata przedstawionego. Pochwała lasu, jaką wypowiada w Starym kościele miechowskim Wypler, wpisuje się z jednej strony w romantyczną konwencję powrotu do natury, niebędącej dla człowieka wrogą siłą, z którą musi się zmagać, ale częścią, z którą tworzy on razem wspólną całość. Ślady tej charakterystycznej dla romantyzmu postawy odnajdujemy w istniejącym we współczesnej kulturze dążeniu do koegzystencji człowieka z naturą. Troska o niszczejące lasy będzie więc w naszych czasach żywym, choć dalekim i ukrytym elementem tradycji romantycznej. Z drugiej strony tym, co z kolei odróżnia współczesność od obrazów z poematu Bonczyka, jest desakralizacja otaczającej człowieka przestrzeni. Postrzeganie drzew i lasu, jakie odnajdujemy w Starym kościele miechowskim z ludowymi legendami o zachowaniu osik w czasie Męki Pańskiej, obserwacji objawiania się boskich mocy w zjawisku burzy gnącej do ziemi potężne drzewa, porównywaniem lasu do świątyni i ustawicznym, silnym odczuwaniem w nim obecności Boga, pozwala nam dostrzec dystans, jaki dzieli współczesnego człowieka areligijnego, a jeśli jeszcze religijnego to posiadającego w sposób znaczący zubożoną religijną wrażliwość, od postawy XIX-wiecznego chrześcijańskiego ludu wiejskiego na  Górnym Śląsku.

 

 

Ks. Joseph Preuss (1803-1870) – pochodzący spod Wschowy kapłan przedstawiony w poemacie z jednej strony z zamiłowań do niemieckiej kultury, z drugiej jako obrońca polskości. Proboszcz miechowicki od 1833 r. do śmierci,  L. Chrobok, Die alte Kreuzkirche, Miechowitz 1927, Muzeum Górnośląskie w Bytomiu.

 

Grób ks. Preussa na miechowickim cmentarzu. W scenie wesela u Kornowiców Walenty Boncyk tak żalił się ks. Preussowi: (…) z miechowskich pasterzy / Ani jeden na naszym cmentarzu nie leży, / Dopiero jak Wielebność śród nas umrzeć raczy. (SKM VII, 102-104). Fot. K Piotrowski.

 

W Górze Chełmskiej, swym drugim poemacie. Bonczyk sięgnął po tematykę wykraczającą daleko poza lokalność Starego kościoła miechowskiego z opisami swojej rodzinnej miejscowości i postaciami będącymi jej mieszkańcami. Tym razem miejscem wydarzeń została Góra św. Anny – najważniejsze sanktuarium religijne na Górnym Śląsku, a postacie pojawiające się na kartach tego poematu to wybitni śląscy kaznodzieje i działacze społeczni. Obecny tam także lud będzie rekrutował się ze wszystkich stron Śląska, a nie jednej konkretnej miejscowości. Również temat, wokół którego zbudowane jest dzieło, czyli usunięcie zakonników z klasztoru na Górze św. Anny przez władze pruskie, jest o wiele bardziej nośny niż sprawa zburzenia starego i wybudowania nowego kościoła, która stanowiła ważne wydarzenie jedynie dla mieszkańców Miechowic. Mimo iż Bonczyk za podstawę treści swojego utworu wziął prawdziwe wydarzenia, to jednak dokonał tu pewnych przekształceń. Połączył mianowicie opis uroczystości odpustowych z okazji święta Podwyższenia Krzyża Świętego, gromadzących 13 i 14 września na Górze św. Anny tłumy pątników z całego Śląska, z usunięciem w lipcu 1875 r. zakonników ze znajdującego się tam klasztoru. Zabieg ten podyktowany był po części wymogami kompozycyjnymi, po części też względami politycznymi. Bonczyk z jednej strony uzyskał dzięki temu zagęszczenie akcji do tego stopnia, że jej czas skrócił w utworze do czterech i pół dnia, z drugiej strony poprzez umieszczenie wydarzeń odpustowych w roku 1875, na co wskazuje sam podtytuł dzieła, a więc w roku, w którym się one faktycznie nie odbyły, bo zakonnicy zostali zmuszeni do opuszczenia klasztoru dwa miesiące wcześniej, autor zapewnił bezkarność realnie istniejącym osobom, którym w usta włożył wypowiedzi mogące być przyczyną zainteresowania ze strony władz pruskich.

         

Oprócz wymienionych już wyżej dwóch głównych wątków przewijających się przez poemat, czyli przebiegu uroczystości odpustowych oraz wygnania zakonników z klasztoru na Górze św. Anny, obecny jest jeszcze wątek trzeci, dotyczący osoby Damiana Gaszyny. Ma on w przeciwieństwie do pozostałych dwóch niemal jednoznacznie literackie pochodzenie. Chociaż bowiem Gaszynowie to rzeczywiście prawdziwy ród von Gaschin, który związany był z sanktuarium na Górze św. Anny od początków jego istnienia, to jednak postać Damiana Gaszyny i jego losy – zaginionego niegdyś młodzieńca, który przeżywa absolutnie wręcz nieprawdopodobne przygody na Ukrainie związane z nieszczęśliwą miłością, by po śmierci ukochanej powrócić w rodzinne strony i żyć odtąd nierozpoznany aż do śmierci jako pustelnik, brat Aleksy, mają charakter absolutnie fikcyjny. W pomyśle tego ostatniego wątku widać zafascynowanie Bonczyka Marią Malczewskiego oraz Panem Tadeuszem Mickiewicza. Podobieństwa pomiędzy Damianem Gaszyną – bratem Aleksym, a Jackiem Soplicą – księdzem Robakiem są nader widoczne. Wszystkie te przedstawione wyżej wątki Góry Chełmskiej splatają się ze sobą i dopełniają w zakończeniu utworu.

 

Strona tytułowa pierwszego wydania Góry Chełmskiej z 1886 r., Biblioteka Narodowa.

 

Z wielu możliwych fragmentów wybierzmy do krótkiej analizy ten, w którym to bytomscy pielgrzymi docierają do sanktuarium na Górze św. Anny i sposobią się do porannych modłów, jeden z pątników głośno dzieli się ze swymi towarzyszami wrażeniem widoku nieba, jakiego doświadczył po przybyciu w owo święte miejsce, na co przewodnik pielgrzymki śpiewak Spińczyk objaśnia współpielgrzymom znaczenia gwiazd[9]:

 

          Miejmyż więc tę nadzieję! – Niebo takie śliczne!
          Spojrzyjmy na te gwiazdy jako piasek liczne;
          Nie próżnują ci one: Nim my śpimy w nocy,
          One posłuszne boskiej, niepojętej mocy
          Od wschodu do zachodu idą w procesyi
          Przed tron Boski w kierunku królowy Maryi!
 
          „Otóż znak jej na niebie przecudnej piękności:
          Cztery gwiazdy w czworoboku, trzy zaś w szerokości,
          O których masz w Godzinkach: Domie Bogu miły,
          Który złoty stół i siedm kolumn ozdobiły.
          Owa zaś gwiazd kupeczka na niebios przestrzeni
          To pięć panien z lampami; o nich wzmiankę czyni
          Pismo święte. Gdziekolwiek dwie a dwie spojone
          Jasne światła, to dla tych Świętych wystrojone,
          Jak Kosmas z Damijanem, Gerwazy z Protazem,
          I Jan z Pawłem, bo oni umierali razem.
          Wszystkie idą za krzyżem, który z drugiej strony
          Ziemi dla całych niebios złoty wystawiony.
          Za nim i za Maryi szczytnym domem złotym
          Czynią służbę chwalebną corocznym obrotem
          Wszystkie gwiazdy; za nimi na wozie wspaniałym
          Krąży Michał Archanioł, którymkolwiek śmiałym
          Napaściom złego ducha grożąc już z daleka –
          Święty pokój na niebie, Lucyper ucieka”.
 

                                                              (GCh, III, 47-70)

 

W polskiej tradycji ludowej wśród tych gwiazd, które posiadają znaczenie religijne, właśnie Matce Boskiej poświęcona jest ich największa liczba, a w opowieści Spińczykowej pojawianie się gwiazd przed Jej obliczem staje się celem ich codziennej wędrówki po nieboskłonie[10]. Pojawiają się więc w tej zwięzłej opowieści Cefeusz, Plejady (bądź Hiady), Bliźnięta, Krzyż Południa i Wielki Wóz. Rozgwieżdżone wieczorne niebo wprawiało człowieka od zawsze w podziw i uniesienie. Obserwowane już za dnia dla większości kultur posiadało charakter sakralny – przytłaczał jego niedosięgły bezkres, fascynowały cechy całkowicie odróżniające je od znanego, ziemskiego otoczenia. Niezliczone ilości gwiazd pojawiające się na niebie po zapadnięciu zmroku wrażenia te tylko potęgowały. W wielu kulturach było niebo miejscem przebywania bogów i dusz zmarłych ludzi. Nie inaczej było też w kulturze ludowej śląskiej ludności rodzimej. Bonczyk wnikając w wartości górnośląskich rzemieślników i chłopów ukazuje w swych poematach przykłady charakterystycznej ludowej religijności, która w większości czerpiąca i pozostająca w spójności z oficjalnym chrześcijaństwem, główny aspekt kładła na związek religii z naturą, co dla społeczności związanej z uprawą ziemi było rzeczą ważną i skądinąd oczywistą. Bardzo wyraźnie o ówczesnej wiejskiej religijności mówią nam te opowieści o gwiazdach Spińczyka oraz o wiele bardziej rozbudowane miechowickiego kołodzieja i młynarza Łukaszczyka ze Starego kościoła miechowskiego. Kwestie przez nich wypowiadane składają się razem na wizerunek społeczności odnajdującej sacrum w elementach otaczającej natury zarówno tej w pozostającej w zasięgu ręki, jak i tej niedosiężnej, z którą obcować można było jedynie spoglądając w rozgwieżdżone niebo.

 

Nagrobek Walentego Bonczyka na cmentarzu w Miechowicach. Ojciec poety spoczął po latach obok swej żony i córek zmarłych w 1847 r. w czasie epidemii tyfusu głodowego. Fot. K. Piotrowski.

 

Na koniec należałoby zaznaczyć, że sam twórca omawianych poematów, ks. Norbert Bonczyk, był z całą pewnością pośrednikiem pomiędzy małą a wielką tradycją. Pośrednikiem o tyle szczególnym, iż był dwukulturowy. Nie był człowiekiem z warstw wykształconych, który musiał poznawać kulturę jarmarku i „uczyć się” ludu. Bonczyk podobnie jak spora część księży i zakonników, którzy byli synami chłopów czy rzemieślników, w tej kulturze wzrastał. Jak pisze Burke: „Zakonnicy czerpali z motywów ludowych, które często przekształcali. Opowiadali tradycyjne historie, ale dawali im morał, który niekoniecznie był tradycyjny. Wykorzystywali melodie ludowe, ale pisali do nich nowe słowa”[11]. Mimo że słowa te odnoszą się do stylu, w jakim duchowni przemawiali do ludu, to  ciekawie korespondują ze sposobem, w jaki ks. Bonczyk oddał na kartach swych dzieł przedstawione w poetyckiej formie obyczaje, wierzenia i sceny z życia wiejskiego. Poeta przedstawił w wypowiedziach bohaterów swych poematów obiegowe opinie czy wyobrażenia, typowe dla wiedzy i światopoglądu ludu, nie omieszkał jednak dodać do nich treści pochodzących spoza kultury ludowej, scalił więc w swoich poematach wyniesioną z czasów uniwersyteckich erudycję w tekstach kultury Zachodu z wyobrażeniami na temat sakralności otaczającej rzeczywistości, które zaczerpnął instynktownie w wiejskim środowisku, w którym się urodził i wychował –  w podbytomskiej wiosce Miechowice.

 

[1] „Katolik” 1893, nr 24.

[2] Fakty biograficzne dot. ks. Norberta Bonczyka za: E. Szramek, Ks. Norbert Bonczyk. Życiorys. W 25-letnią rocznicę zgonu jego, Opole 1918; J. Lyszczyna, Poeta szczęsnej ziemi, ks. Norbert Bonczyk, Katowice 1994.

[3] S. Piast, Na Szląsku polskim, Kraków 1890, s. 27-33.

[4] Cytaty utworów ks. Norberta Bonczyka według wydań: Norbert Bonczyk, Stary Kościół Miechowski, opr. Wincenty Ogrodziński, Katowice 1936. Dalej: SKM; Norbert Bonczyk, Góra Chełmska, opr. Wincenty Ogrodziński, Katowice 1938. Dalej: GCh.

[5] J. Bonczol, W ostatnich dwóch stuleciach, „Magazyn Bytomski” t. VII, red. J. Drabina, Bytom 1988,  s. 184-187.

[6] Na wielki wzrost zaludnienia w XIX wieku w Europie oprócz postępu w dziedzinie medycyny i higieny miały wpływ procesy uwłaszczeniowe, które polepszyły sytuację materialną chłopów. Dużą rolę odegrały nowe uprawy w szczególności ziemniaków, których rozpowszechnienie było dobrodziejstwem zwłaszcza dla najuboższych mieszkańców wsi i miast. Por. Historia chłopów śląskich, red. S. Inglot, Warszawa 1979, s. 27-28.

[7] T. Dybeł, J. Hebliński, Historia Miechowic i kronika kopalni „Miechowice”, Bytom 1988, s. 38.

[8] P. Burke, Kultura ludowa we wczesnonowożytnej Europie, Warszawa 2009, s. 12.

[9] Śpiewak, jak zapisuje Bonczyk, a właściwie śpiewok czy też śpiywok to osoba prowadząca pielgrzymkę z danej parafii, zwykle intonująca pieśni śpiewane przez pątników i odmawiane przez nich modlitwy. Śpiewocy cieszyli się dużym mirem pośród wiernych, por. W. Korzeniowska, O targach, jarmarkach, odpustach, kiermaszach i pielgrzymkach, w: Śląskie uciechy i zabawy, red. I. Bukowska-Floreńska, Bytom 1991, s. 120.

[10] Słownik stereotypów i symboli ludowych, t. I, Kosmos, red. J. Bartmiński, Lublin 1996, s. 205-206.

[11] P. Burke, Kultura ludowa..., s. 92.

 


Więcej informacji o życiu i sztuce ks. Norberta Bonczyka, mogą znaleźć Państwo w książce autora powyższego artykułu Krzysztofa Piotrowskiego pt. "Kosmos i Sacrum w poematach księdza Norberta Bończyka

Krzysztof Piotrowski

Krzysztof Piotrowski, autor książki "Kosmos i sacrum w poematach księdza Norberta Bonczyka", publikował w "Confinium", "Entenringu", "Roczniku Łubowickim" i "Zaraniu Śląskim". 

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.